„Przychodził z biura i siadał za stołem. Dostawał pod nos zupę, potem drugie danie, czasem też deser. Wiele razy czekałam aż powie, że dobre. Niestety, on tak nie mówił. Nie wiem, czy dlatego, że nie było dobre, czy po prostu było mu to obojętne. Jadł i wstawał od stołu. Nigdy nie podziękował ani nie zaproponował, że tym razem to on coś ugotuje”.
były sprowadzone dwa bataliony wojska, ale nic z tego nie dochodziło do świadomości ogółu. Rozgorączkowany, z punktu napisałem korespondencję do „Kuriera Warszawskiego” i wysłałem ekspresem. Jazda po Polsce trwała jeszcze kilka tygodni, następnie pojechaliśmy z Ŝoną do Konstancy na trzy tygodnie,
Z tym chłopakiem nigdy nie wiadomo. You never know with that boy. Powinno pójść gładko, ale nigdy nie wiadomo. Now, should go okay, but you never know. Cóż, nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. Well, you never know what might come up. A z takimi nigdy nie wiadomo, jaką kartą zagrają.
Pszczelarstwo w historii ludzkości. Człowiek zainteresował się pszczołami, a ściślej produktami pszczelimi, na długo przed powstaniem rolnictwa. Pszczoła żyje w Europie od czasów starożytnych, o czym świadczą skamieliny z trzeciorzędu znalezione w bursztynie bałtyckim. Najstarsze dowody zbierania miodu od pszczół znamy z
Objawy: - nie działający przycisk pompki zalewania. - znaczny wyciek po kilkudziesięciu minutach od uruchomienia. - głośna praca. Ponieważ mocno ciekł w pierwszej kolejności wymieniłem uszczelki pod głowicą i uszczelki zaworów. Nie pomogło. Przyszedł czas na rozebranie głowicy: 1. Odkręcamy śruby osłon.
Kilkudziesięciu pszczelarzy z całego regionu w sobotę (04.09) i niedzielę (05.09) wzięło udział w III Wojewódzkim Święcie Miodu w Lublinie. wtorek, 28 marca 2023 °c
O dzieciństwie św. Rity nie wiadomo zbyt wiele. Najczęściej przywołuje się z tego okresu historię z pszczołami, które obsiadły kołyskę z kilkudniową Ritą i nie zrobiły jej żadnej krzywdy. Jest to pierwsze cudowne wydarzenie, które zapowiadało przyszłą chwałę Świętej. Codzienność młodej Rity była całkiem zwyczajna.
VhxCi. "Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Ani z misiami, prosiaczkami, królikami, sowami." (Alan Alexander Milne) Torba uszyta z materiałów z odzysku/recyklingowych (bawełna, zielono-brązowa, z podszewką, zdobiona aplikacjami z materiału oraz sową wykonaną szydełkiem z włóczki akrylowej, zapinana na kołeczek, wymiary – szerokość: 46 cm, wysokość: 50 cm, długość uszu: 63 cm). Dzieło Wielkiego Słonia w Czerwone Paski. Osoby zainteresowane zakupem torby prosimy o kontakt mailowy - @
Dziś wyniosłem drugi ul warszawski zwykły, pracowałem nad nim tydzień bo wymagał gruntownego remontu... Ale myślę że kilka lat jeszcze mi posłuży :). Odkupiłem go od dziadka mojego kolegi, ponieważ mu został i go nie używał przez wiele lat, sądząc po stanie w jakim był. Żałuję że nie miałem wtedy dobrego aparatu w komórce, bo porobiłbym zdjęcia w jakim był stanie. Ale narzekać nie było co, bo na chwilę obecną jest lepszy niż ten pierwszy który dostałem od kuzyna. Poniżej przedstawiam zdjęcia moich uli. Jeśli ktoś będzie miał uwagi, jakieś rady to chętnie je przeczytam i wezmę pod uwagę :). UL NR. 1 UL NR. 2 Na chwilę obecną moja "pasieka" wygląda tak. Tego lata kupiłem deski na nowe ule typu wielkopolskie, takie jak ma Pan Tomek Miodek. Jestem ciekaw czy zdadzą egzamin, jeśli tak to będę robił tylko takie ule, gdyż wychodzą sporo taniej niż warszawiaki. Ten ul który odkupiłem, będzie mi służył jako pomocniczy do 1, ponieważ jak wiadomo z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Coś czuję że czeka mnie pracowita zima... Chyba.
Puszcza jest puszczańska do szpiku kości. Z jagodowiskami, z polanami na których kwitną wrzosy. Poprzecinana rzekami i z całym nadrzecznym bogactwem ziół i krzewinek. Z hektarami kruszyny, z jeziorami, nad którymi trzyma się wilgoć. A burze! Burze przychodzą znad jezior szybko, mocno, gwałtownie. I równie szybko znikają za horyzontem, zostawiając w powietrzu mgiełkę wilgoci, parującą nad puszczą zupełnie jak w Amazonii. – W ulu musi być porządek – mówi pan Korniłowicz, zeskrobując z ramki kit i wosk. Ugniata z tych zeskrobin niewielkie kulki i wkłada do kieszeni pszczelarskiej bluzy. Pochyla się nad ulem, ostrożnie przesuwa ramkę po ramce. Ogląda je każdą po kolei wyszukując matkę, oceniając czerwienie i to, czy w ulu jest dość zapasu nektaru i pierzgi. Nie spieszy się. Przy pszczołach nie można się spieszyć. Pszczoły uczą bycia tu i teraz, bez oglądania się na to, co w życiu było i co jeszcze może się wydarzyć. Korniłowicz przez całe życie z lasem był związany. Na niejedno w tych wschodnich lasach za młodu się napatrzył. Na biedę taką, że na przednówku chłopi do lasu krowy i konie wyciągali, żeby je wilki zjadły, bo siana nie było i zwierzaki powoli z głodu konały. Na krzywdę ludzką, gdy różne formacje wojskowe przekonane o swojej racji, toczyły swoje wojny nie patrząc na ofiary. Patrzył Korniłowicz na stare drzewa, które niegdyś cięli i na młodniki, które przez lata w stare drzewa się zamieniały. – Gdybym miał oceniać to nie wiem, czy miałem dobre życie – mówi, pochylając się nad kolejnymi ulami. Delikatnie strzepuje pszczołę, która usiadła na jego spracowanej dłoni i odchyla ramkę pod kątem, żeby w komórki zajrzeć i sprawdzić, czy sucho w nich, czy jednak pszczoły coś z puszczy przyniosły. Bo teraz, w sierpniu, już pożytku w jego Macharcach nie ma. Dopiero jak wrzos na dobre się rozbuja z kwitnieniem, to trzeba będzie syropu cukrowego do uli lać. Bo tego wrzosu za mało jest, żeby z niego miód wziąć. I równocześnie za dużo, żeby zostawiony do zimowli był bezpieczny dla pszczół. – Bo na miodzie wrzosowym pszczoły nie mogą zimować. Znajomy pszczelarz zostawił im kiedyś i do wiosny wszystkie się osypały – Korniłowicz mówi, że jak pszczoły ten nektar z wrzosu z syropem rozmieszają, to wszystko będzie dobrze. Byleby nie przyszła taka zaraza, jak dwa lata temu, kiedy robotnice naniosły do ula spadzi z modrzewi. To taka spadź, którą kamienną nazywają przez to, że w komórkach tężeje jak beton i ani jej człowiek nie odwiruje, ani pszczoły jej nie wydobędą do zjedzenia. – Teraz to coraz więcej żona mi przy ulach pomaga. Wciągnęła się i razem robimy – mówi pszczelarz z Suwalszczyzny. Na warszawskich ulach gospodarzy, większość z nich sam zrobił. W zagrodzie ma jeszcze ul krymski i taki wzór ula po starym pszczelarzu, który ciągle jest dla niego zagadką. Bo ten stary pszczelarz miał z kilkadziesiąt tych uli. Dużych, ciężkich, prawdopodobnie z możliwością nakładania nadstawek. – Jak on sam to przestawiał? – głowi się Korniłowicz. Boć to ciężar taki, a tamten sam tyle uli obrabiał. A przecież choćby wiosną, przy czyszczeniu dennic, to każdy trzeba było podnieść, oporządzić. Korniłowiczowie pracując w pasiece cały czas pytania stawiają. I sobie, i gościom takim jak ja, którzy z innych stron świata na Suwalszczyznę zawitają. Bo jak najlepiej matkę poddać, żeby ją pszczoły przyjęły? Jak słabe rodziny połączyć, żeby robotnice z dwóch różnych rodzin nie wycięły się nawzajem? Dlaczego jedne pszczoły są mniej, a inne bardziej żądliwe? Mają swoje odpowiedzi na te pytania, ale z uwagą słuchają, gdy goście dzielą się swoimi doświadczeniami. Bo z pszczołami wiadomo, człowiek często głupieje i cały jego ugruntowany czytaniem mądrych książek światopogląd wali się w gruzy. Praca przy pszczołach to ciągłe niespodzianki. To ciągłe uczenie się, że nic nie jest do końca takie, jakie się wydaje. To ciągłe szukanie odpowiedzi na proste wydawałoby się pytania i odkrywanie, że odpowiedzi mogą być różne. Dlaczego? Bo tak. Bo z pszczołami nigdy nic nie wiadomo. Bo z pszczołami to z każdą wizytą w pasiece jest inaczej. Kiedyś, opowiada Korniłowicz, jakoś więcej tego pożytku było. Wilgoci więcej w puszczańskich zakamarkach się kryło. Bagienek nieosuszonych, nie tkniętych melioracją. Łąk bujnych, wilgotnych. Połaci kruszyny. Miód lał się jak z tej sosny, co w puszczy ją naszli, a wysoka była! I w tej sośnie od góry do dołu otwory były, przez które pszczoły wylatywały. Więc że do ścięcia była, bo naturalnie zmurszała w środku i pusta się zrobiła, to wziął się Korniłowicz z kolegą za jej usunięcie. A co w którym miejscu ciąć ją próbowali, to miód się jak krew z żywego stworzenia zaczynał lać po korze… A co z piłą do niej podchodzili, to ich pszczoły z tej dzikiej barci obskakiwały i cięły ile wlezie! Na kilka razy ścinali tą sosnę. Kawałek po kawałku. Wybierając z kolejnych części plastry ociekające miodem. Dwie beczki dwustulitrowe z tej jednej barci wykręcili, a miód był słodki, lepki, żywiczny. Teraz z pożytkami gorzej. Prócz tytoniu nic już od końca sierpnia na skraju puszczy nie kwitnie, a i tytoń też ogławiają z tego kwiecia, że w zasadzie nie ma z niego pociechy. Zresztą kiedyś to wiadomo było, że tytoń był takiej i takiej odmiany. Konkretnie. A teraz jakieś takie mieszańce z dziwnymi nazwami sieją, że człowiek nie wie, czy to naturalne, czy spreparowane w jakimś laboratorium i pszczołom nie zaszkodzi. – Niedługo jelenie na jabłka przyjdą – wzdycha Korniłowicz patrząc na papierówki i antonówki, pod którymi jego ule stoją. Cierpliwie dopasowuje powałki, układa je nad ramkami tak, żeby wszystko gotowe było do zimy. Podkarmiaczki sam zrobił. Wlewa do nich starannie odmierzoną porcję syropu. Kawałki trzciny w podkarmiaczkach po to są, żeby pszczoły pijąc ten słodki ulepek się nie potopiły. Pracuje powoli, cierpliwie, a pszczołom udziela się ten jego spokój. On robi swoje, one zajmują się swoimi sprawami. Jakoś sobie wzajemnie nie przeszkadzają. Suche ramki do skrzyń transportowych wstawia. Takie, z których pszczoły jeszcze coś wybiorą, ale których jest za dużo żeby je w ulu na zimę zostawić, wsuwa za zatwór. Pszczoły je szybciutko osuszą, opróżnią i będzie je można spokojnie wyjąć. Ani barciak się w nich nie zalęgnie, ani myszy się do nich nie dobiorą. Wylotki przed zimą trzeba zmniejszyć. I zadbać o to, żeby pszczoły miały co jeść przez zimę. – Stary się człowiek robi – stwierdza Korniłowicz i zastanawia się, co dalej będzie z jego pszczołami. Bo teraz on tak hobbystycznie się nimi zajmuje, na ile zdrowie i czas pozwalają. Dzieci po świecie się rozleciały, serca też takiego do pszczół nie mają. A tu jesień się zbliża, wrzosy coraz intensywniej kwitną, babie lato po łąkach i lesie się snuje, coraz tęskniej śpiewają żurawie. – Trzeba zakarmiać – mówi Korniłowicz. Bo co będzie, to będzie, a trzeba żyć tu i teraz. Pszczołom filozofią się nie pomoże, ani rozmyślaniem o tym, co będzie, gdy coś się skończy. Tu trzeba syropu namieszać, do podkarmiaczek wlać i sprawdzić, czy aby na pewno wystarczy. Tu trzeba działać z myślą o wiośnie, która co prawda dla pszczół i pszczelarza może się nie zdarzyć, ale która dla innych nadejdzie niezależnie od wszystkiego, co się zimą stanie.
To bzykanie coś oznacza. Takie bzyczące bzykanie nie bzyka bez powodu. Jeżeli słyszę bzykanie, to znaczy, że ktoś bzyka, a jedyny powód bzykania, jaki znam, to ten, że się jest pszczołą. Najnowszy zapach odDKNY - Nectar Love to kwintesencja jakże znaczącego momentu w życiu każdego z nas. Momentu, w którym spojrzenia krzyżują się, a świat drży...Nuty głowy: grejpfrut, nektarynka, mandarynka, żółta frezja i solar notes (słoneczne nuty).Nuty serca: mirabelka, konwalia i bazy: wosk pszczeli, wanilia, cedr, neroli i piżmo. Każdy miesiąc pachnie inaczej: kwiecień kwaskowatym rabarbarem i konwaliami, czerwiec słodkimi truskawkami i świeżą trawą a wrzesień jabłkami i pierwszymi różami. A jak pachnie listopad? Czy zimną i mokrą ziemią? A może chryzantemami i woskiem palących się zniczy? Nie! Listopad to zapach miodu, mocnej herbaty z cytryną lub sokiem malinowym i pierwsze ciężkie, korzenne perfumy, które wyciągam z szafy gdy tylko odejdzie lato. DKNYNectar Love otula skórę delikatną mgiełką słodyczy, ale wbrew nazwie wcale nie jest to miód, tylko upajająca woń kwiatu lipy i żółtej frezji z delikatnym piżmowym akcentem. Mimo całej swojej słodyczy jest przyjemny i lekki, może nawet zbyt lekki, ponieważ trzyma się blisko skóry i nie grzeszy trwałością (u mnie maksymalnie 6-7 godzin). DKNYNectar Love nie jest zapachem niesztampowym, nie jest też wyjątkowo oryginalny. A mimo to sięgam po niego z przyjemnością. Jest miły i ciepły niczym mały, pluszowy niedźwiadek, do którego przytulam się w zimny, jesienny jak mawiał Puchatek: "Jeżeli wszystko jest miodem, a ja jestem tym, co zjem, więc jestem zrobiony z miodu... a życie jest bardzo słodkie" Kuszące, odurzające, uzależniające... Oto cały DKNYNectar Love. Zapach nie tylko dla Misiów z Bardzo Małym Rozumkiem ;)
Pszczoły to niesamowite stworzenia. W ramach pracy inżynierskiej zajmowałam się badaniem właściwości miodu, dlatego w pewnym stopniu zgłębiałam też wiedzę na temat pszczelej społeczności i już wtedy te owady mnie zafascynowały. Teraz mam do nich słabość, lubię spędzać czas na zewnątrz obserwując jak pracują, jeszcze bardziej lubię poznawać lepiej ich zwyczaje, co umożliwiła mi lektura tej według pszczół to bardzo przystępnie napisany reportaż. Czyta się go prędko, objętość nie jest duża, informacje są konkretne i jasne, są przekazane w fajnym, luźnym stylu. Treść nie przytłacza, to jak zebranie w jedną całość i rozwinięcie różnych haseł, którymi każdy człowiek może być zaciekawiony i zapewne wielu z nas już kiedyś starało się dowiedzieć więcej na tematy tam poruszane. Czy miód ma znaczny wpływ na zdrowie? A jak to jest z tymi pszczołami, czemu akurat królowa, a nie król? Zapraszam do lektury!Autorka zaprezentowała spojrzenia na pszczoły pod różnym kątem, nie zabrakło też rozdziałów o miodzie. Nie znajdziecie tam "naukowego bełkotu", tylko względnie ważne informacje i ciekawostki, autorka postawiła na wstęp, treść to całkowite podstawy, nie wgłębiła się w szczegóły i dobrze, bo dzięki temu łatwiej przyswoić informacje. Pod koniec rozdziałów przedstawia tematyczne mity oraz fakty, obala je i potwierdza. Znajdziemy tam również sporo cytatów o pszczołach z różnorodnych źródeł. Zawartość jest naprawdę przemyślana i fajnie lektury, z których mogę się czegoś dowiedzieć i jednocześnie mnie nie męczą, ta właśnie taka była. Nie da się ukryć, że literaturę faktu czyta się zawsze nieco ciężej, tutaj tego nie czułam, więc za to jest duży plus. Mnie książka bardzo się spodobała, cieszę się, że mam ją na półce i w każdym momencie mogę do niej mnie 7/10. Przystępna i zwięzła, polecam! Jednak dodam, że grupą docelową są osoby, które nie siedzą mocno w temacie pszczół. Znawcy również mogą się przy niej dobrze bawić, ale nic nowego z niej nie wyniosą.
z pszczołami nigdy nic nie wiadomo